Marii Janczak nie da się zamknąć w jednej szufladce. Ilustracje, grafika warsztatowa, tatuaż i praca z ciałem, litografia – to naprawdę tylko czubek góry lodowej jej twórczości. W pracach artystki zawsze jest coś, czego nie widać gołym okiem – energia, emocje ukryte w ciele, słowiańska „duchologia”. Ale to, co najbardziej lubię u Marii, to prawdziwe humanistyczne ciepło zaklęte w jej dziełach. Bardzo się cieszę, że udało nam się porozmawiać!
Cześć Maria! W końcu się udało spotkać! I to podwójnie – teraz publikujemy wywiad blogowy, ale za parę dni pełna rozmowa z Tobą w moim podcaście Pretekst! Nie przedłużając – gdybyś miała się przedstawić komuś spoza branży w jednym zdaniu: co tworzysz i dla kogo?
Cześć Rafał! Również bardzo się cieszę z naszego spotkania!
W jednym zdaniu najłatwiej mi odpowiedzieć, że zajmuję się szeroko pojętą „sztuką wizualną”. Zmieniają się u mnie narzędzia i formy plastyczne, a ja wciąż poszukuję nowych sposobów na wyrażanie się, ale są one zawsze związane ze sztukami plastycznymi i tworzeniem obrazu w najróżniejszych formach. Dla kogo tworzę? Najszczersza odpowiedź to chyba – przede wszystkim dla siebie. Tworzenie jest dla mnie niezastępowalną częścią codzienności. Ma wymiar terapeutyczny. Spełniam się w ten sposób. Mam też to ogromne szczęście, że mam dookoła siebie społeczność osób, które myślą i czują podobnie do mnie. Tworzenie to również moja praca zarobkowa. Bardzo doceniam to, że mogę tak żyć i pracować.
Kiedy i jak zaczęło się u Ciebie zainteresowanie szeroko pojętą sztuką? Kiedy ta fascynacja wyszła poza hobby i stała się sposobem na życie?
Mogę powiedzieć, że chciałam zajmować się „sztuką” już od najwcześniejszych lat. Cała moja rodzina pracuje w zawodach artystycznych, więc nikt nigdy nie kwestionował, że to będzie kiedyś mój sposób na życie. Kiedy miałam pięć lat, odwiedziłam z moimi rodzicami przyjaciela moich rodziców, malarza Jana Wołka. I pamiętam do dziś, jakie wrażenie zrobiła na mnie jego pracownia, zapach terpentyny, farb olejnych. Pamiętam z jaką miłością i pieczołowitością mył pędzle. Wtedy zaczęłam mówić, że w przyszłości będę Malarką. Przez duże M! Z namaszczeniem. Nie znałam wtedy żadnych innych zawodów związanych z rysunkiem czy z ilustracją. W liceum moim priorytetem było dostanie się do szkoły artystycznej, a seria przypadków sprawiła, że trafiłam na sztukę nowych mediów w PJATK. Bardzo dobrze wspominam tę szkołę. Dała mi narzędzia do pracy graficznej, czym częściowo zajmuję się do dziś. Pracuję też jako ilustratorka i tatuatorka. Tatuażem zajmuję się od trzech i pół roku. Od prawie dwóch lat prowadzę też własne studio tatuażu artystycznego o nazwie Poruszenie. Mieści się na Starym Mieście w Warszawie.
Jak wygląda Twój proces twórczy: konkretne kroki czy raczej „najpierw był chaos”?
W moim życiu jest dużo chaosu, to częściowo związane z diagnozą ADHD, którą ma teraz tak wiele osób pracujących w zawodach twórczych. Lubię pracować projektowo, punktowo, widzieć efekt. Często dopiero po czasie rozumiem o co chodziło w serii grafik, obrazów czy ilustracji. Proces często zaczyna się od jakiejś myśli, szkicu, jednego obrazu, a potem reszta dzieje się sama.
Tworzysz z pomocą narzędzi cyfrowych czy analogowych (a może miks) – i co Ci to daje w praktyce? Z jakich narzędzi na pewno NIE zrezygnujesz?
Kocham pracę w technikach analogowych. Uwielbiam margines błędu i brak pełnej kontroli nad efektem końcowym. Dlatego w grafice warsztatowej tak ciągnie mnie np. do litografii – jednej z najbardziej skomplikowanych i trudnych do opanowania tradycyjnych technik grafiki artystycznej. Uwielbiam też akwarelę i fotografię analogową. Im bardziej medium jest chimeryczne tym bardziej lubię w nim dłubać. Ostatnio ze względów praktycznych używam też dużo kredek. Dużo podróżuję i łatwiej przewozić je ze sobą – to takie przenośne „studio malarskie”. Pracuję też oczywiście na iPadzie, używam Photoshopa i Ilustratora, ale znacznie chętniej sięgam po wycinanki i gwasze. To trochę moja medytacja.
Skąd bierzesz tematy swoich prac? Obserwacja świata, research, emocje, sztuka, natura? Podaj przykład, np. z ostatniej pracy.?
Bardzo inspiruje mnie świat natury i to co jest niewidzialne, ale wyczuwalne. Fascynują mnie wszelkie niewidoczne procesy i zależności – wilgoć i rośnięcie grzybów, słońce i zmiany koloru liści. Jak wyglądają korzenie. Jak ludzie oddziaływują na siebie. Gdzie w ciele czuje się smutek, a gdzie strach. Uwielbiam szukać odpowiedniego koloru dla strachu, dobrej formy plastycznej dla rozwoju.
Wspaniała jest też dla mnie praca z ciałem ludzkim, to jeden z powodów, dla których tak lubię tatuować. Większość ze wzorów, które projektuję ma drugie dno. Mają miejscem i formą wspomagać osobę, która je nosi, pomagać jej w skupieniu, dawać odwagę, uziemiać. To bardzo wyjątkowy rodzaj pracy. Nazywanie moich wzorów, a potem dobieranie ich w odpowiednim miejscu, traktuję jako integralną część pracy z ciałem. Zawsze stawiam klienta i jego potrzeby na pierwszym miejscu, ale chętnie doradzam jak tatuaż mogłby lepiej wyglądać albo nabrać dodatkowego znaczenia.
Gdzie pracujesz i dlaczego tak? Co jest Twoim „must have” w miejscu pracy?
Zależnie od rodzaju pracy często zmieniam miejsce. Szkicować lubię w domu, w parku, w hamaku na działce. Gdy muszę się skupić, dopiero wtedy wolę się odizolować. Praca w domu zaczęła mi ostatnio bardzo doskwierać. Częściowo ze względu na brak miejsca i przestrzeni do „brudnej” pracy, a częściowo ze względu na brak podziału czasu na ten pracowy i ten wolny od pracy. To problem wielu osób pracujących w wolnych zawodach. Pracujemy zawsze i nigdy. Nikt nas nie będzie gonił, gdy się lenimy, ale też potrafimy popadać w pracoholizm i nikt nas od tego nie uratuje. Od tego miesiąca wynajęłam przestrzeń na mieście, która będzie moją właściwą pracownią. To nieduża przestrzeń, ale będę mogła zostawić tam swój bałagan, rozłożyć farby i być w miejscu przeznaczonym wyłącznie do pracy artystycznej. To dla mnie nowość i bardzo się na to cieszę.
Jak wygląda Twój typowy dzień pracy – co w Twojej pracy jest najtrudniejsze, a co daje największą satysfakcję?
W mojej pracy zawsze najtrudniejsze są dla mnie organizacja i konsekwencja. Uważam się za osobę, która dużo robi i jest pracowita. A jak na osobę z naprawdę poważnym ADHD, myślę, że jestem zorganizowana. Zawsze mam setki list, budzików, pozycji w kalendarzu, arkuszy. Często jednak chciałabym, aby ktoś zajmował się za mnie tą warstwą organizacyjną, tak, abym mogła skupić się na pracy artystycznej. Bardzo trudną rolę w pracy dzisiejszych artystów odgrywa też prowadzenie mediów społecznościowych. To inny zawód i inny zakres kompetencji. Wiele osób ginie przez to, a ja też często mam trudność ze znalezieniem na to sposobu.
Za to czuję wielką satysfakcję, gdy doprowadzę do mety duży projekt. Wystawę, serię prac. W zeszłym miesiącu w końcu obroniłam dyplom na grafice, na warszawskiej ASP, co przekładałam od kilku lat, bo cały czas pojawiały się w moim życiu inne etapy i projekty. To taki mój „mały duży sukces”.
Maria! Wspaniałe osiągnięcie! Gratulacje od nas!
Team kawa czy herbata? I kiedy w ciągu dnia smakuje najlepiej?
Jedno i drugie! Ale gdybym miała wybrać jedno to bez herbaty nie mogłabym żyć. Czarna, zielona, rooibos. Należę do tych osób, które odmierzają odpowiednią ilość suszu i zalewają go wodą właściwej temperatury, po czym nastawiają budzik, aby bukiet był odpowiednio złożony. Mam w domu cztery różne zielone herbaty, bo jedna jest bardziej ryżowa, druga gloniasta, a trzecia delikatna i przełamana owocowo. Ostatnio odkryłam też z hukiem cascarę, czyli napar z łupinek kawy. Jest gdzieś pomiędzy kawą, herbatą i kompotem, co bardzo mnie cieszy.
Cascara? Zainteresowałaś mnie tym naparem – ewidentnie do przetestowania.
Maria, jaka była najlepsza decyzja zawodowa, jaką podjęłaś?
Chyba jest ich wiele, takich punktów zwrotnych. Pójście na ASP, gdy zagubiłam się w świecie grafiki komercyjnej. Wyjazd na Erasmusa do Paryża na rok. Powrót do fotografii analogowej i nauka samodzielnego wołania filmów kolorowych. Rozpoczęcie nauki tatuażu, który ma teraz tak ważną rolę w moim życiu. Techniki przychodzą i odchodzą, ale są takie momenty, które później wspomina się jako kamienie milowe. Myślę, że to tylko kilka z nich, ale te przyszły mi do głowy jako pierwsze.
W którym momencie w Twoim procesie pojawia się druk – i czy zmienia Twoje myślenie o pracy? Jeśli tak, to jak?
Druk jest kluczowy w mojej pracy. Samo założenie kierunku, który skończyłam – grafiki artystycznej, jest tak naprawdę o druku. O powielaniu, o matrycach, o nakładach. Uwielbiam ten moment, gdy pojawia się końcowy efekt po tygodniach pracy. Uwielbiam też moment, gdy widzę pierwsze wydruki cyfrowe na wybranym przeze mnie papierze, w wybranym nakładzie. Odkrycie Cerasusa zmieniło dla mnie wszystko i nie jest to słodzenie, tylko prawda. Michał pokazywał mi za pierwszym razem wszystkie rodzaje papieru i efekty druku na nich. Nigdy wcześniej nie miałam drukarni, do której lubiłam chodzić i w której czułam się tak jak u siebie. Często pracuję analogowo i robię prace w malutkich formatach. Niezwykłe jest zawsze zobaczyć je w dużych rozmiarach, zobaczyć, jak działa detal i jak pracują wszystkie analogowe „niedoróbki”, które zawsze specjalnie zostawiam. Lubię, gdy na wydruku cyfrowym widać podrys ołówka albo rozmazany tusz czy węgiel. To sprawia, że praca jest bardziej żywa.
Szalenie miło mi słuchać takich komplementów! Bardzo dziękujemy!
A skoro jesteśmy przy drukowaniu – jakie 2–3 elementy muszą się zgadzać, żeby Twoja praca „zadziałała” w druku?
Mam swoje ulubione papiery – gdy składam zamówienie, już nawet nie muszę dodawać, że poproszę o wydruk na Cornie. Uwielbiam małe drobinki, które w nim są, i to, jaki jest matowy oraz lekko fakturowany. Wolę matowość i spokój od kontrastu i błysku. Bardziej działają z moimi pracami. Czasem na targach ludzie przez dłuższy czas przyglądają się printom i dopytują, czy to aby nie oryginały. To efekt, którego szukam przy wydrukach. Jakość przede wszystkim!
W tej sytuacji nie mogę nie zapytać – jak trafiłaś do Cerasusa i co sprawiło, że nadal z nami jesteś?
Do Cerasusa pierwszy raz trafiłam z polecenia kogoś z ASP. Nie umiem sobie przypomnieć czyje to było polecenie, ale jestem temu komuś ogromnie wdzięczna. Trochę nie wyobrażam sobie teraz drukowania w innym miejscu. Bardzo doceniam cierpliwość i pracowitość Michała i Twoją Rafale. Nieraz zdarzyło mi się wysłać coś na ostatnią chwilę i niezależnie od Waszego obłożenia pracą, zawsze udawało mi się zdążyć z terminem. Gdy nie jestem pewna jaki papier zadziała przy moim nowym projekcie, wiem na 100%, że dostanę piękne próbki, czas i poradę. To super przyjazne miejsce i zawsze zagaduję się u Was na co najmniej pół godziny. W Cerasusie pracuje też Magda, którą znam ze studiów i która robi super robotę. Nieraz uratowała mnie dopytując o coś, bo zrobiłam bałagan w plikach. Cerasus to miejsce, jakich brakuje mi w dzisiejszej rzeczywistości. Uważam, że ludzie są teraz daleko od siebie i nastawieni tylko na zysk. W Cerasusie jest inaczej i wiem, że nie jestem jedyną osobą, która bardzo docenia to miejsce.
Marysia, po tej wypowiedzi, chyba dostaniesz u nas status Honorowej Klientki 😉 Jeszcze raz wielkie d z i ę k u j e m y!
A poza jakością – co jest dla Ciebie najważniejsze we współpracy z drukarnią — i gdzie Cerasus robi to dobrze? A gdybyśmy mieli poprawić jedną rzecz, co by to mogło być?
Z Cerasusem mam chyba wyłącznie pozytywne doświadczenia. Nawet nie umiem powiedzieć co bym zmieniła. Na pewno nie chciałabym, żeby Cerasus przeniósł się gdzieś z Długiej. Bardzo lubię obecne miejsce. Jakoś często mi po drodze. Może gdyby jeszcze można było drukować u Was naklejki to byłoby super! To jedyne co drukuję gdzie indziej 🙂
Ooo, my drukujemy naklejki! 😉 Koniecznie musisz pokazać mi rodzaj naklejek, na którym Ci zależy!
Muszę zapytać o AI i szeroko pojętą technologię – postrzegasz je jako zagrożenie, coś co „psuje rynek”? Czy przeciwnie, widzisz w nich szanse? Jak się do tego adaptujesz? Jak widzisz przyszłość?
AI jest super złożony i bardzo dużo rozmawiam z ludźmi na ten temat. Jest wiele rzeczy, którymi się martwię. To technologia, która póki co lata dziko na wolności i nikt nie ma jej pod kontrolą. Na pewno wiele stanowisk zniknie w wyniku rozwoju AI. Tak jest z każdą nową technologią. Proste, mechaniczne czynności, które kiedyś były wykonywane przez ludzi, jak np. szparowanie (czyli wycinanie obiektów z tła) i obróbka zdjęć produktowych, pisanie prostych tekstów, teraz może bez problemu robić sztuczna inteligencja. Myślę, że na pewno technologia nie zastąpi artystów ani osób kreatywnych. Wartość pracy artystycznej tkwi w procesie, w błędach. Wynika z doświadczenia, emocji i samej osoby tworzącej – często efekt końcowy jest niemal marginalną kwestią. Widzę też, że ludzie coraz częściej wracają do technik analogowych, doceniają pracę rąk ludzkich. Przesyt idealnymi zdjęciami i wygenerowanymi treściami jest bardzo zauważalny. Myślę, że jesteśmy w punkcie, w którym po prostu musimy nauczyć się mądrze używać tej nowej technologii. Tak samo było z pierwszą maszyną do druku, z Photoshopem czy aparatem cyfrowym. Nie warto demonizować AI, bo jest to bardzo użyteczne narzędzie do pracy, które może wiele ułatwić i przyspieszyć. Myślę jednak, że przed nami trudny i długi czas nauki funkcjonowania w nowym świecie, gdzie potrzebne są inne kompetencje. Na pewno rynek będzie też znacznie trudniejszy dla młodszych i mniej doświadczonych osób, które dopiero zaczynają pracę, a ich zakres obowiązków często pokrywa się z tymi, które może zastąpić AI. Bardzo trudno będzie nabrać doświadczenia w takich warunkach. Każdy czas ma swoje wyzwania, a to na pewno będzie jednym z nich.
Maria, to już zupełnie na koniec – czy polecisz innym Cerasusa?
Cerasusa polecam każdemu! Może to potwierdzić każda osoba pytająca o druk na targach 🙂
Wielkie dzięki za rozmowę!
Poniżej znajdziecie linki do kanałów Marii:
Maria JanczakCzułe ŚwiatyPracownia PoruszenieKwiat Naleśnika
Obszerna rozmowa z Marią, znacznie rozszerzająca tematy poruszone w tym wywiadzie, ukaże się 03.07.2026 w najnowszym odcinku podcastu Pretekst. Już dziś zapraszamy!












